Polscy kierowcy w Dover liczą na szczęście

  • 24.12.2020, 13:03 (aktualizacja 24.12.2020, 13:04)
  • Piotr Dobroniak

Podziel się:

Oceń:

Polscy kierowcy w Dover liczą na szczęście Piotr Dobroniak / WBO MEDIA Polscy kierowcy w Dover liczą na szczęście. Dover 23 grudnia 2020r. Operation Stuck.
Sytuacja kierowców przy odprawach promowych w Wielkiej Brytanii jest trudna z kilku powodów. Często firmy dla których pracują oraz firmy spedycyjne dla których wożą towar, nie potrafią im pomóc. Druga strona medalu to polityka europejska i „przepychanki” francusko – brytyjskie.

Cały ciężar skutków tej systemowej niemocy jak zwykle spadł na lokalne społeczności.

Kierowcy swoją frustrację wylewają na lokalną policję i urzędy, które za wiele nie mają do powiedzenia.

Starają się jak mogą ale, za przeproszeniem, żaden kibel nie jest w stanie wytrzymać najazdu w tym samym czasie tysiąca dup – i nie wstydzę się tego co napisałem.

 

Od kilku dni polskie organizacje – formalne i nieformalne – osoby prywatne, oraz konsulowie z Wielkiej Brytanii, dwoją się i troją żeby pomóc w jakikolwiek sposób uwiezionym w ciężarówkach przede wszystkim polskim, kierowcom

A sytuacja ani nie jest prosta ani nie jest łatwa.

W ciągu kilkunastu godzin lokalne counsile (rady obszarów, miast i dzielnic) stanęły przed bezprecedensową sytuacją.

Nikt nie utrzymuje setek toalet i parkingów na wypadek tego, że pojawi się jakiś wirus i państwo sąsiadujące zamknie granice, a tysiące kierowców stanie w gigantycznym korku.

 

 

Jadąc do Dover można było zaobserwować, że w stronę portu jadą ciężarówki wyładowane... dodatkowymi samochodami zarządu autostrad.

Dlaczego o ty piszę?

Bo to właśnie pokazuje skalę problemu – na szybko trzeba było sprowadzać odpowiednie służby i sprzęt do regulowania ruchu czy znakowania dróg, alby skanalizować sznury samochodów dostawczych.

Nikt nie był na to przygotowany.

 

Do tego dochodzi brak znajomości języka angielskiego.

Przykład?

Na parkingu przy servisie Maidstone stoją polscy, węgierscy, rumuńscy, czescy i hiszpańscy kierowcy.

Nagle wśród kierowców rozchodzi się wiadomość, że „te ch%#[email protected] angole, prysznice nawet nam zamknęły”.

Idę sprawdzić. Rzeczywiście. Zamknięte. Ale na drzwiach wisi kartka, że akurat są sprzątane a pan z obsługi klnie pod nosem na to, że „żaden po sobie nie posprząta, a w kiblach woda nie spuszczona”.

 

 

Tylko jeden przykład, który oczywiście nie można rozłożyć na całe Kent.

Ale jeśli kierowca wie lepiej od policjanta gdzie ma jechać, często ląduje na drodze pod lasem.

Bo nie ma gdzie zawrócić, nawet żeby wrócić do tego policjanta i tym razem go posłuchać.

Dlaczego?

Bo drogi są pozamykane! POZAMYKANE!

Wszędzie stoją ciężarówki.

 

 

Ale jeszcze o Keny! Właśnie! KENT!

Prawie 4 miliony metrów kwadratowych. Na których żyje mniej osób jak w Warszawie.

Porządku pilnuje ponad 6 tys. funkcjonariuszy. Mówi się, że samych kierowców stoi w hrabstwie nawet 10 tys.

Rozumiecie te liczby?

Kto?! Pytam się kto, byłby przygotowany na taki najazd???

Nikt. Ani ty siedzący przed kompem czy telefonem czytać te słowa ani tym bardziej kierowca w szoferce swojego auta.

 

 

Dobra, ale pogadajmy o samych kierowcach i o tym dlaczego kierowcy z samego Dover tak szybko mogą nie zobaczyć kontynentalnej Europy.

Od kilku dni – niektórzy stoją od 18 grudnia, naprawdę spotkałem takiego kierowcę busa towarowego – kierowcy pozostają bez informacji co będzie.

Są sfrustrowani.

Od kilku dni policja blokuje dojazd do terminalu promowego i terminalu przy Eurotunelu – nie wiedzą co będzie.

Są sfrustrowani.

Kierowcy napierają, rzucają bluzgami w swoich językach.

Policjanci odpierają i krzyczą żeby się cofnąć w swoim języku.

Emocje biorą górę, są przepychanki, ktoś zaatakuje policjanta ci chcą go aresztować wywiązuje się bijatyka i przekaz idzie w świat.

I teraz pytanie.

Czy naprawdę kierowcy są przekonani, że jak „naplują” na policjantów to będzie im lepiej?

Szybciej przekroczą granicę?

Hmmm...

 

Dobra. Francuzi z Anglikami się dogadali. Kierowcy mogą przejechać, ale najpierw test.

Na lotnisku w Kent gdzie stoją kierowcy wczoraj takie testy się już odbyły.

Od kierowców, którzy już opuścili lotnisko oo negatywnym teście na koronawirusa wiem, że spora grupa miała pozytywny wynik.

Czyli prawdopodobnie są zarażeni.

Ludzie, którzy „na siłę” próbowali pomóc kierowcom i przekazywali przez siatkę wszelkie dobra, być może przekazali również im wirusa.

Albo kierowcy przekazali im.

Filmów o „bohaterskim” przekazywaniu produktów spożywczych mamy w internecie dużo.

Tyle, że akurat na lotnisko żywność i niezbędne produkty są dostarczane regularnie i to oficjalnymi drogami z zachowaniem dystansu epidemiologicznego.

Stoją tam nawet specjalne kontenery z żywnością.

 

Na autostradzie M20 kierowcy stoją już 70 km od Dover w kilometrowych ogonach.

Tam też widziałem rozwożoną żywność – bardzo silnie i regularnie pomaga społeczność Sikhów – ustawiane są toalety.

Tylko że to wszystko kierowcy tirów.

Mało kto mówi o kierowcach busów transportowych.

Tych ostatnich odsyła policja na parkingi wokół autostrad.

Jest takich kierowców mnóstwo.

Nie było chyba żadnej bocznej drogi na której nie widziałbym polskich busów.

Na serwisie przy Maidstone przy M20 stoi ich tam od kilkunastu do kilkudziesięciu.

 

 

Osobnym tematem jest samo Dover.

Jeśli kiedykolwiek tam kiedyś był może dostać szoku.

Miasta w ogóle nie słychać. Tak. Nie słychać.

Cisza. Nic nie jeździ. Wszystkie uliczki są właściwie poblokowane.

Pod wieczór i w nocy uruchamiane są silniki żeby ogrzać kabiny.

Wtedy nie ma czym oddychać.

Wszędzie spaliny.

Nie dziwię się, że w Dover mieszkańcy byli za brexitem.

Ponad 60 proc. mieszkańców była.

Ta blokada tym bardziej nie wzbudzi sympatii do Unii Europejskie i otwartych granic.

Drogi poblokowane, nie ma jak wyjechać z posesji swoim samochodem.

Obszczane i za... murki.

Chociaż centra handlowe z toaletami są pootwierane, mieszkańcy udostępniają swoje toalety etc.

czasem łatwiej nasikać na ulicy na koło zamiast przejść się kilkadziesiąt metrów dalej.

Pijani, tak – pijani kierowcy.

Dużo Polaków – ale nie wszyscy oczywiście.

Niestety tych agresywnych pijanych widać i słychać najbardziej.

W nocy ze środy na czwartek przyszła mi tylko do głowy taka refleksja.

Skoro tyle pijanych kierowców jest dzień przed wigilią, to co będzie dzisiaj?

 

Reasumując.

Kierowcy w Dover żyją nadzieją, że wkrótce wyjadą.

Myślę, że blokadą portu niewiele wskórają.

Teraz blokują swoich kolegów, którzy już mają testy i mogliby przejechać.

Blokada powoduje że służby brytyjskie przekierowują ruch do innych porów i do innych państw.

Jeśli kierowcy będą blokować port, to służby mogą zablokować kierowców.

Wtedy by było. C'nie?

Sytuacja jest trudna, nieoczywista.

Ani Brytyjczycy nie chcą nikogo tutaj trzymać na siłę ani kierowcy nie chcą tutaj siedzieć.

A to odgrażanie się na forach, „że jak tak będzie to nikt nie będzie chciał tutaj przyjeżdżać z towarem” to tak jakby powiedzieć, że nikt „nie lubi ryb”.

Oba stwierdzenia są równie prawdziwe.

Piotr Dobroniak

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu WielkaBrytaniaOnline.co.uk , który jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe