Czy Morawiecki odejdzie? #FELIETON

  • 03.02.2021, 10:52
  • Wiktor Moszczyński - felieton ukazał się również w londyńskim Tygodniu Polskim 

Podziel się:

Oceń:

Czy Morawiecki odejdzie? #FELIETON Photo credit: Kancelaria Premiera on Visualhunt.com / CC BY-NC-ND Czy Morawiecki odejdzie?
Źle się dzieje w państwie polskim. Wiadomo. Pandemia. Do 1 lutego 2021 odnotowano 1 515 889 przypadków zakażenia; z czego zmarły 37 222 osoby. Polska zbliża się do granicy 1 tys. zgonów na 1 mln mieszkańców z powodu COVID-19 – powiedział w ubiegły piątek specjalista chorób zakaźnych dr Paweł Grzesiowski, a nowym poważnym zagrożeniem są kolejne warianty koronawirusa, jakie wciąż pojawiają się na świecie.

Konsekwencją tego jest lockdown do 14 lutego, zastój gospodarczy, i, po raz pierwszy od roku 1990, spadek PKB. Restrykcje antywirusowe jeszcze trwają.

Zrozpaczeni przedsiębiorcy buntują się.

A zbawczy Narodowy Program Szczepień postępuje dotychczas dość nieudolnie.

Częściowo jest to z winy dostawców, Pfizer i Astrazenica, bo ich dostawy są opóźnione.

Ale w kluczowym dniu zgłoszenia osób na szczepionkę, zarówno państwowa strona internetowa, jak i oficjalna infolinia 989, były niedostępne, a osoby zgłaszające się osobiście na punkcie szczepień, czasem nawet o 4-tej rano, najczęściej znaleźli budynek zamknięty z wieścią że lista zgłoszeń jest zamknięta na parę tygodni naprzód.

 

Nic dziwnego że panuje nastrój paniki i przygnębienia społecznego.

Dodatkowym powodem przygnębienia, szczególnie w szeregach opinii niezależnej, pozostają wybryki słowne, a nawet ustawodawcze, rządzącej Zjednoczonej Prawicy i ich liderów.

Dalej głównym decydentem pozostaje Jarosław Kaczyński, prezes i wicepremier, który systematycznie prowadzi polityką państwa w kierunku rozebrania liberalnej nadbudowy w prawodawstwie, edukacji i obyczajach Trzeciej Rzeczpospolitej, istniejącej od roku 1990, pozostawiając na miejscu tylko surowe namiastki demokracji, i zastępując to jakimś wyidealizowanym wzorem państwa konserwatywnego, narodowego i katolickiego.

 

Polska ma też pozostać w strukturach Unii, wykonując zarazem ideologiczny Polexit.

Nie można odmówić mu mandatu społecznego do wykonania takiego programu po dwukrotnych zwycięstwach w wyborach parlamentarnych, i dwukrotnych w wyborach prezydenckich.

Ogólna strategia, wymagająca zasadnicze zmiany nie tylko w praworządności, ale i w kontroli opinii publicznej przez monopolizującą kontrolę nad mediami, postępuje powoli, ale skutecznie, mimo oporu znaczącej części (lecz nie większości) społeczeństwa.

Lecz główną przeszkodą w systematycznym realizowaniu tego programu są wewnętrzne walki Kaczyńskiego i jego akolitów które powodują nagłe wstrząsy czy dramatyczne zmiany kierunku.

Wynika to z taktyki wzajemnego zaskoczenia swoich partyjnych rywali, kosztem społeczeństwa, budżetu państwa i wizerunku naszego kraju w świecie.

To ostatnie jest czymś co my na Zachodzie bardziej boleśnie odczuwamy niż zajęci swoją walką wewnętrzną decydenci w Polsce.

Na tym tle można zrozumieć te ciągłe wewnętrzne konflikty spowodowane próbami prezesa Kaczyńskiego, premiera Morawieckiego i ministra sprawiedliwości Ziobry aby oskrzydlić rywali z prawej strony jeszcze ostrzejszą interpretacją swojej narodowo-katolickiej rewolucji pojęć.

 

Na tym tle można zrozumieć te zaskakujące decyzje ostatnich miesięcy.

Mamy więc nagłe wprowadzenie ustawy futerkowej, wynikającej częściowo z sympatii osobistych Prezesa wobec zwierząt, ale też częściowo z próby przywrócenia dyscypliny partyjnej w szeregach poselskich PiSu, lecz kosztem wielu protestujących przedsiębiorstw rolniczych, pozbawionych adekwatnej kompensacji.

Następnie, decyzja Trybunału Konstytucyjnego zaostrzająca przepisy dotyczące możliwości aborcji w wypadku rodzenia nieuleczalnie chorego dziecka.

To z kolei wywołało masowe i dramatyczne wielotysięczne manifestacje uliczne kobiet i powszechne potępienie w mediach na Zachodzie.

Reakcja policji była brutalna.

 

Nie pomógł tu komentarz prezydenta Dudy po wysłuchaniu skarg o zachowaniu policji. „Policję mamy dobrą, bo nikogo nie zabiła.....” i „gdzie drwa rąbią, tam drzazgi lecą.”

 

Jest to o tyle logiczna odpowiedz, że w oczach rządu te pieniące ze złości kobiety są tylko częścią przeszkody w wprowadzeniu „dobrej zmiany”.

W oczach obecnego rządu, opozycję ”gorszego sortu” wcale nie trzeba przekonać, a tylko pokonać.

Są następne dziwaczne przykłady.

Obecnie krąży instrukcja MSZ aby nie przyjmować dokumentów unijnych zawierających słowo „gender”.

Wszelkie mandaty drogowe mają teraz być płacone z góry, a tylko potem można odwoływać się do sądu, aby sprawę zakwestionować.

 

Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski degraduje niezależnie myślących prokuratorów, odsyłając ich do służby w prokuraturach rejonowych o kilkaset kilometrów od ich mieszkań i dotychczasowego miejsca pracy.

 

I znów mamy cyniczny komentarz prezydenta Dudy, „Jeśli państwu prokuratorom jest tak źle, jest wiele innych zawodów prawniczych.”

To znowu Ministerstwo Sprawiedliwości chce wprowadzić tzw. ustawę wolności słowa według której upolityczniona Rada Wolności Słowa będzie mogła zastosować karę serwisom społecznościowym jak Facebook, które nie zastosują się jej nakazom aby przywrócić poprzednio usunięte wpisy zawierające kłamliwe czy tendencyjne informacje.

Ten projekt ustawy spowodowany był reakcją rządu na usunięcie wpisów byłego prezydenta Trumpa w Twitterze, YouTube i innych mediach społecznych.

 

Kontroluje to z kolei premier Morawiecki, proponując aby minister cyfryzacji (czyli on sam) miał prawo w momentach zagrożenia po prostu „wyłączyć” internet dla całego kraju.

 

Każde powyższe posunięcie, zaskakujące kolejno społeczeństwo, wywołuje protesty naukowców, prawników, przedsiębiorców, niezależnych mediów polskich czy zagranicznych.

Często te środki i propozycje wprowadzane są specyficznie po to aby prowokować oponentów, a zarazem podkreślić, że partia rządząca wszystko może przeprowadzić, zachłystując się gniewem i frustracją opozycji.

Ale każdy taki krok ma swój koszt w stopniowym podważaniu zaufania społecznego.

Z jednej strony mamy gospodarcze trzęsienie ziemi, z drugiej efekty pandemii, a z trzeciej, te zygzaki ustawodawcze.

Mają ostatecznie swój ujemny efekt.

 

Dla przykładu, według agencji IBRIS dnia 15 stycznia br., popularność rządu spada dramatycznie, a szczególnie notowania Dudy, Kaczyńskiego i Ziobry.

 

Szefowie opozycji jak Hołownia czy Trzaskowski rosną, choć wciąż nieznacznie.

Natomiast premier Mateusz Morawiecki cieszy się największym zaufaniem bo ma poparcie 43.7 proc. Polaków (ale aż 49 proc. przeciw).

Nikt z opozycji jemu nie dorównuje.

Elokwentny i zdolny w obracaniu się na spotkaniach międzynarodowych, a zarazem pobożny katolik, Morawiecki jest najlepszym atutem Kaczyńskiego, który do niedawna był zachwycony jego osiągnięciami i przewidywał go na swojego następce.

Są osoby w opozycji które miały cichą nadzieję że po odejściu Kaczyńskiego zagra rolę podobną do króla Hiszpanii po śmierci Franca, i przywróci demokrację pluralistyczną.

To gruszki na wierzbie.

 

Morawiecki tłumaczy że sytuacja gospodarcza i walka z pandemią niewiele lepiej wygląda u europejskich sąsiadów Polski.

 

Ekonomiści zagraniczni mówią o Polsce jako o kraju, który na tle innych krajów i gospodarek stosunkowo nieźle sobie radzi z tym kryzysem gospodarczym i ma szansę powrócić do stanu sprzed pandemii w około dwa lata.

Niezależne prognozy w Money.pl przewidują przeszło 4 proc. odbicia gospodarki.

Co prawda OECD obawia się że walka rządu z niezależnym sądownictwem może pogorszyć przyszłe inwestycje zagraniczne w Polsce.

W międzyczasie faktyczna skala deficytu w finansach państwa została wreszcie ujawniona i obecna ustawa budżetowa to uwzględnia, zakładając deficyt na koniec roku w wysokości 82,3 miliardów złotych.

 

Zdobycze „dobrej zmiany”, z programem 500 plus i trzynastą emeryturą na czele , którymi PiS kupował poparcie polityczne od roku 2015 i które dotychczas chroniły społeczeństwo przed najgorszym zubożeniem w wyniku pandemii, są w budżecie zabezpieczone, ale mogą być w niedalekiej przyszłości zagrożone.

 

Wobec czego zarówno premier Mateusz Morawiecki, jak i wicepremier Jarosław Gowin, szef koalicyjnego Porozumienia, odpowiedzialny teraz za departament rozwoju, pracy i technologii, chcą już teraz przekonać Jarosława Kaczyńskiego o potrzebie przygotowania społeczeństwa do tych drastycznych surowszych zmian.

Szykuje się jego zapowiedziany „Nowy Ład”.

Nie jest jednak jasne czy Kaczyński odbiera taki kierunek pozytywnie.

Jeszcze w połowie grudnia, zapytany czy przewiduje wciąż kontynuację Morawieckiego jako szefa rządu do końca kadencji, Jarosław Kaczyński wyraził nadzieję, że tak się stanie.

Brzmiało to pozytywnie, ale nie za bardzo przekonywająco.

 

Tak samo wyrażał się kiedyś o premierze „matce sukcesów” Beacie Szydło, jeszcze wręczając jej bukiet kwiatów, zaledwie parę dni przed jej zdymisjonowaniem.

A bez poparcia Kaczyńskiego pozycja Morawieckiego w partii rządzącej, która wciąż widzi w nim kapitalistycznego bankiera, jest wyjątkowo krucha.

Jest on w końcu kreacją Kaczyńskiego.

Ale w minionym tygodniu Jarosław Kaczyński udzielił pasjonującego wywiadu o stanie Polski w którym ani razu nie wymienił Morawieckiego.

Kaczyński mówił że Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen, to "zupełnie niezwykły człowiek" oraz nadzieja "nie naszego obozu politycznego, nie jakiejś grupy partykularnej, tylko po prostu Polski, wszystkich Polaków, którzy chcą po prostu dobra naszego narodu, którzy chcą żyć w kraju silnym.”

 

Obajtek to następna kreacja Kaczyńskiego, tym razem od samego początku.

Wyróżniony jako wójt miasteczka Pcim, mianowany został na szefa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Następnie jako szef największego upaństwowionego przedsiębiorstwa naftowego PKN Orlen, kupił dostawcę benzyny i właściciela rafinerii gdańskiej, Grupę Lotos, również sieć sklepów i wydawnictw Ruch, a ostatecznie, na gorącą prośbę Kaczyńskiego, Polska Press, który jest wydawcą 20 lokalnych dzienników, ponad stu regionalnych tygodników i 500 serwisów internetowych.

 

Jest to sprytny prostak, nie znający żadnych języków obcych.

Tak nadaje się na premiera jak kiedyś Nikodem Dyzma.

Opozycja i media spekulują że dni Morawieckiego są policzone, a Ziobro uważa zastąpienie Morawieckiego Obajtkiem za swoje zwycięstwo.

Osobiście myślę że Kaczyński aż takiej głupoty by nie popełnił.

Wiktor Moszczyński - felieton ukazał się również w londyńskim Tygodniu Polskim 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu WielkaBrytaniaOnline.co.uk , który jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe