Lana Del Rey, Chemtrails over the Country Club: dzisiejszy numer 1 album na świecie

  • 19.03.2021, 17:29 (aktualizacja 19.03.2021, 19:20)
  • Źródło: Recenzja na podstawie tekstu z Independent.co.uk

Podziel się:

Oceń:

Lana Del Rey, Chemtrails over the Country Club: dzisiejszy numer 1 album… Youtube / @LanaDelRey
Dziś wydany album amerykańskiej piosenkarki jest najchętniej słuchanym albumem na świecie.

Brukowce i użytkownicy Twittera mogą wciąż debatować nad postami Lany Del Rey, które publikowała na Instagramie wyrażając swoje opinie, w których broniła się przed oskarżeniami o rasizm i gloryfikowaniem wykorzystywania kobiet. Po tym jak w zeszłym roku artystka wydała swój tomik poezji zatytułowany Violet Bent Backwards over the Grass, Del Rey powraca z nowym albumem, który w dzisiejszym dniu premiery, jest numerem jeden w ponad 35 krajach, w tym w UK, Polsce, USA, Brazylii, większości krajów europejskich i Australii.

Nawiązując do kontrowersji i politycznych wątków, które wciąż otaczały piosenkarkę, w jednym z głównych singli z albumu Chemtrails over the Country Club, śpiewa: „Nie obchodzi mnie, co myślą o mnie inni / Jadę na przejażdżkę moim małym czerwonym, sportowym samochodem / Nie jestem zdenerwowana ani nieszczęśliwa, jestem po prostu dzika…” i to jest cale sedno jej fenomenu - Lanie Del Rey nie można nie pozwolić na jej trudne do zrozumienia oceny i opinie, ona żyję w swoim eskapistycznym, marzycielskim i retro-romantycznym świecie i za każdym razem zabiera ze sobą do niego słuchaczy.

Album Chemtrails over the Country Club rozpoczyna się delikatną balladą „White Dress”. To piosenka, w której 35-letnia artystka śpiewa o tęsknocie za czasami, gdy miała 19 lat i była kelnerką. W niedawnym wywiadzie dla magazynu Mojo mówiła o tym jak bardzo lubiła zwykłą pracę w usługach. W tym utworze wspomina także o tym jaką przyjemność sprawiało jej jako młodej kobiecie bycie w centrum uwagi: „Na konferencji biznesowej mężczyzn związanych z muzyką... / wspominam o tym tylko dlatego, że był to moment, kiedy poczułam się zauważona, mm ... poczułam się jak bóg.”.

W nowych melodiach jest coś subtelnego, wymagają one jednak czasu, który trzeba im poświęcić i wsłuchać się w zdecydowanie niesamowity liryzm Lany Del Rey.

Piosenkarka stonowała na nowym longplayu dość obszerną instrumentację, którą można była usłyszeć w niektórych utworach na poprzednim albumie Norman F *** ing Rockwell, decydując się na bardziej akustyczne gitary i jeszcze bardziej osobiste teksty.

Del Rey, uznawana obecnie za jedną z najlepszych autorek tekstów, konsekwentnie opowiada o tym, kto, co, gdzie i kiedy. Wybiera wymowne szczegóły i nie skąpi epitetów - turkusową biżuterię, telewizor w rogu, „na drugim piętrze, kochanie”. Szkicuje historię („Pochodzę z małego miasteczka”), a następnie opowiada ze szczegółami jak się w niej czuje. W jednej chwili piosenkarka nosi klejnoty w basenie, w następnej siedzi „na parkingu”. Z glamourowych historii o pieniądzach i diamentach, które słyszeliśmy w poprzedniej twórczości Del Rey, tym razem piosenkarka zabiera nas do country club'u, nad którym latają samoloty rozpylające chemikalia.

Chociaż Lana Del Rey zasłynęła swoim hollywoodzkim brzmieniem, jako spełniona artystka nie boi się "wyjechać z LA na wieś", by wieść "normalne życie". Wciąż śpiewając swoje osobiste historie, w zwiewnej białej sukience w utworze White Dress przypomina Marilyn Monroe, w jej najbardziej kultowej sukience w historii filmu.

Nie można nie wspomnieć o perkusji, która w całym Chemtrails jest świetna. Bębny dudnią od czasu do czasu jak stłumione bicie serca, przechodząc przez senne i marzycielskie melodie, momentami przypominające uczucie kiedy podczas gorącego lata, wychodzimy na spacer. 

W „Yosemite” niczym wyjęta spod prawa Nancy Sinatra, Del Rey śpiewa „czy nie jest fajne, jak nic się nie zmienia?”.

W „Tulsa Jesus Freak”, jednym z najlepiej przyjętym przez fanów utworze, piosenkarka opowiada historię niecodziennej i nie zawsze łatwej miłości, którą znamy z jej poprzedniej twórczości. Utworowi towarzyszy zdecydowanie najbardziej żywa muzyka, z wieloma warstwami i efektami, które dzieją się gdzieś w tle, dodając piosence charakteru. 

Płyta kończy się optymistycznym coverem „For Free” Joni Mitchell. Czy Del Rey wiedziała, że Mitchell rozczarowała kiedyś feministki, odmawiając przyłączenia się do ich ruchu? Pewnie tak, ale czy w ogóle ją to obchodzi? Raczej nie... 

Źródło: Recenzja na podstawie tekstu z Independent.co.uk

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu WielkaBrytaniaOnline.co.uk , który jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe