Rozbitki brexitu #FELIETON

  • 22.05.2021, 09:31
  • Wiktor Moszczyński - felieton ukazał się również w londyńskim Tygodniu Polskim 

Podziel się:

Oceń:

Rozbitki brexitu #FELIETON Photo by Call Me Fred on Unsplash Rozbitki brexitu #FELIETON.
Giuseppe Pichierri, włoski konsultant NHS od 15 lat, stał ze swoją czteroletnią córeczką, uzbrojoną w baloniki i kartkę powitalną, na londyńskim lotnisku Heathrow, oczekując radosnego przyjazdu jego ulubionej 24-letniej siostrzenicy Marty. Długo czekali i córka już niecierpliwiła się. Czekali do wieczora, ale Marta nie zjawiła się i nie zostawiła żadnego zawiadomienia. Biuro informacyjne nie mogło nic wyjaśnić.

Wrócił z zapłakaną córeczką, ale już bez baloników, do domu. W połowie nocy telefon.

Zawiadomiono go że Marta została zatrzymana przy kontroli paszportowej i przeniesiona w kajdankach do obozu dla uchodźców w Colnbrook.

Ma być wydalona z kraju.

Następnego dnia udało mu się ją odwiedzić.

Zapłakana z kolei siostrzenica była przerażona bo myślała że przebywa w więzieniu, co może i nie tak dalekie było od prawdy.

 

Zaraz tego samego dnia odesłano ją z powrotem do Włoch ze stemplem w paszporcie że była wydalona z kraju.

Okazało się że w swoim liście zapraszającym pan Pichierri napisał że w czasie swojego pobytu w Londynie będzie mogła poprawić swoją angielszczyznę i pomóc jego żonie w opiece nad jego trzema młodziutkimi dziećmi.

Brzmiało to jak oferta pracy au pair.

To wystarczyło jako powód zatrzymania jej.

Marta powiedziała, że postara się wrócić do Wielkiej Brytanii za parę tygodni, ale szanse jej powrotu do Londynu, po takim ostemplowaniu jej paszportu, są nikłe.

 

Pewna młoda Hiszpanka z Walencji, zatrzymana została w Gatwick gdy przyjechała w zeszły czwartek aby sprawdzić rynek pracy.

Kiedy odmówiono jej wjazdu, zaoferowała się zapłacić za natychmiastowy bilet powrotny.

Ale urzędnicy Border Force odmówili i odesłali ją do obozu internowania w Yarlswood.

Obecnie panuje tam pandemia, więc wszystkich internowanych pozostawiono w izolacji w swoich celach.

Była tam 3 dni.

Po interwencji prasy pozwolono jej odbyć kwarantannę u swojej siostry pod Londynem, ale paszport jej zatrzymali.

 

Inna Hiszpanka, tym razem z Bilbao, planowała znaleźć pracę, potem wrócić do Hiszpanii i zgodnie z nowym prawem, tam złożyć aplikację o pracę.

Planowała ostatecznie wrócić ponownie po otrzymaniu stanowiska.

Odmówiono jej wjazdu do Anglii.

Wysłano, jak poprzednim wypadku w kajdankach, do obozu na parę dni, a potem z powrotem odesłano ją do Hiszpanii, mimo że miała tu adres pobytu u krewnej.

W tym samym dniu, Czeszkę która przyjechała przez Londyn w drodze powrotnej do Pragi z Meksyku, ale która chciała tu pozostać na parę dni aby zapytać o przyszłą pracę, nie tylko nie wpuścili, ale nie pozwolili jej jechać dalej do Czech.

Wsadzili ją na następny samolot do Meksyku, zadowoleni że się jej prawnie pozbyli.

W każdym takim wypadku mamy przykład młodych Europejczyków, niezorientowanych jeszcze w pełni do jakiego stopnia Wielka Brytania zmienił się od 1 stycznia br.

 

Obywatele unijni przyjeżdżający w poszukiwaniu pracy lądują w obozach odosobnienia dla imigrantów, nawet jeśli mają zaproszenie na spotkanie z firmą brytyjską.

Według nowych przepisów, osoby które chcą tu pracować muszą złożyć podanie o wizę zza granicy.

Regulaminy Home Office nie zezwalają na przyjazdy na rozmowy kwalifikacyjne.

Obywatele unijni nie mogą już też ubiegać się o bezpłatne staże w instytucjach brytyjskich.

Dotychczas epidemia kamuflowała zmiany w przepisach o potrzebie wizy wjazdowej aby podejmować tu pracę.

Z powodu restrykcji przeciw zakażeniom była mało lotów.

 

Teraz mgła covidowa powoli ulatnia się, i nagle ukazuje się nowy surowy krajobraz post-brexitowy.

Problem leżał nie tylko w surowości nowych przepisów, ale był uzupełniony oprawą złośliwości z którą brytyjskie służby graniczne wykonywały polecenia ministrów.

Ambasadorowie unijni i europosłowie z różnych narodowości składali skargi do Komisji Europejskiej lub bezpośrednio do brytyjskich ministerstw, ale daremnie apelowano o humanitarne traktowanie nieświadomych „przestępców”.

W zeszłym tygodniu komisarz unijny Maros Sefcovic, który jest współprzewodniczącym (wraz z ministrem Michaelem Govem), post-brexitowej, brytyjsko-unijnej rady partnerskiej, oświadczył europarlamentarzystom że może zaskarżyć sądownie te i podobne traktowanie obywateli unijnych na granicy brytyjskiej.

Brytyjczycy odpowiadali, że nowe przepisy są klarowne i dostępne w internecie, a uzasadniali kajdanki i internowanie w obozach obecnym brakiem lotów powrotnych i przepisami anty-covidowymi.

 

Te osoby nie są jedynymi ofiarami nowych przepisów.

Polskie organizacje zajmujące się opieką na Polakami w potrzebie obawiają się że dość znaczna ilość Polaków wyjechała w zeszłym roku do Polski u szczytu pandemii, licząc na to że przetrwa kryzys covidowy w połączeniu ze swoją rodziną w rodzinnym mieście.

Wielu z nich nie miało jeszcze załatwionych podań o stan osiedlenia ale liczyli na to, że wrócą tu przed terminem 30 czerwca aby załatwić podanie.

Czeka ich ciężki zawód.

Podanie trzeba było złożyć przed wyjazdem.

Teraz mogą być nawet nie wpuszczeni na teren Wielkiej Brytanii aby złożyć podanie i odzyskać poprzednią pracę.

 

Równie ciężka będzie sytuacja wszystkich w Wielkiej Brytanii którzy dopiero teraz starają się złożyć to podanie.

Trzeba pamiętać, że mieli na to już przeszło dwa lata.

Od 28 sierpnia 2018 do 31 grudnia 2020 zarejestrowało się 4 916 000 obywateli unijnych, a w tym 911 240 obywateli polskich.

52 proc. obywateli unijnych składających wniosek uzyskało status osiedlony (settled status), a 44 proc. status tymczasowo rozstrzygnięty (presettled status).

Pozostałe podania były odrzucone, lub unieważnione.

 

Jeszcze 320 tysięcy czeka na wynik podania, i są poważne obawy że Home Office po prostu nie zdąży je załatwić na czas.

Te osoby mogą znaleźć się po 30 czerwca bez prawa pracy, prawa posiadania tu konta bankowego, dostępu do zapomogi i usług społecznych i do darmowego korzystania ze służby zdrowia, i prawa do nauki w wyższej uczelni, dopóki nie uzyskają statusu osiedlenia.

Mogą nawet stracić obecną pracę lub mieszkanie.

Bo nie będą mogli udowodnić że mają prawo tu przebywać.

 

W jeszcze gorszej sytuacji mogą znaleźć się ci, którzy dopiero teraz składają podania.

Spóźniali się w podaniu na settled status bo nie mają odpowiedniej dokumentacji, nie mieszkają w Londynie, nie czytają gazet, ani polskich ani brytyjskich.

Agencje jak East European Research Centre mówią że „linia telefoniczna jest wiecznie gorąca” i że nie zmniejsza się ilość składających podania.

„Tak będzie do końca czerwca,” zapowiadają.

Wiele z tych spraw są wyjątkowo trudnych, bo podający nie mają kompletu dokumentów ani pisemnego świadectwa swojego pobytu w UK, choćby dlatego że byli bezdomni i bezrobotni.

Ich sprawy mogą potrzebować porady prawników.

 

Zresztą jest to też wyścig nie tylko z czasem.

Liczba deportowanych Polaków rosła od roku 2001 kiedy było 302 przypadków, do 951 w roku 2015, a w 2020 jeszcze 600.

Główne przewinienia – przemoc domowa, rozboje po pijanemu, użycie noża, posiadanie czy handel narkotykami, przestępstwa na tle seksualnym, ale też brak stałego mieszkania.

Aby omijać łapanki deportacyjne z Home Office, starają się teraz zalegalizować swój pobyt statusem osiedlonego.

Nawet gdyby uzyskali cudem nowy status gwarantujący im prawo pobytu to wciąż zabraknie świadectwa pisemnego, które to potwierdza, bo wielu z tych osób nie posiada nawet własnych komórek, gdzie jedynie można ten status zarejestrować.

 

Do tego dochodzi los dzieci w sierocińcach, czy pod opieką władz lokalnych.

Pisała o nich wcześniej na łamach Tygodnia Polskiego, Julita Kin.

Przeszło 3690 dzieci obywateli unijnych których wzięto pod opiekę społeczną mogą wyrosnąć na „nieudokumentowanych” dorosłych bez prawa pracy czy prawa zamieszkania.

Według Children’s Society, tylko 39 prc. tych dzieci miało dokumenty potwierdzające prawo pobytu, złożone przez swoje lokalne samorządy, a 61 proc. pozostaje w stanie niejasnym.

Mogą nawet być deportowani po 30 czerwca.

Organizacja domaga się aby Home Office zareagował pozytywnie na ich podania, a rady miejskie przyspieszyły składania tych podań.

 

Wiele z tych dzieci przeżyło stresujące momenty w ich życiu, szczególnie w momencie odebrania ich rodzicom.

Bez odpowiedniej dokumentacji, ich los może być jeszcze cięższy.

Te problemy można zrozumieć ale okazuje że wiele dzieci z tradycyjnych rodzin, w tym również polskich, nie mają załatwionych paszportów ani polskich, ani brytyjskich, mimo że najczęściej mają prawo do obydwu.

Ich los po 30 czerwca też może być niepewny, szczególnie kiedy dochodzą już do wieku bardziej dojrzałego.

 

Wszystkie te osoby są nieprzewidzianymi ofiarami tego zamętu stworzonego przez brexit.

Są cząstką tego chaosu społecznego który obecnie ogarnia społeczeństwa unijne, a szczególnie polskie, w tym kraju.

Chaos ten tworzą częściowo nie wyjaśnione jeszcze przepisy, częściowo dość agresywne nastawienie urzędników Home Office w wykonaniu tych czynności, częściowo karygodne zaniedbanie swoich własnych praw przez wielu Polaków.

Ta atmosfera grozy powoduje, że jedna dziesiąta obywateli unijnych chce wyjechać po 30 czerwca.

 

Przeszło 1 milion imigrantów opuściło UK w pierwszych 9 miesiącach 2020 roku.

W tym niemal 500 tys. emigrantów z państw unijnych - dane Migratory Observatory przy uniwersytecie oksfordzkim.

Powodów jest wiele, ale głównie chodzi o brak zaufania do rządu, mniej przyjazny stosunek sąsiadów do nich po brexicie, i obawa że urzędy państwowe nie będą szanować ich praw.

10 proc. obawiało się wrogiej atmosfery urzędowej w Home Office, a 7 proc. obawiało się stracenia swoich praw, tak jak Jamajczycy, którzy przybyli tu z ofertą pracy w latach 50-ych.

 

W obecnym chaosie, nawet Polacy i inni obywatele unijni, posiadający obywatelstwo brytyjskie już od 20 lat, dostają listy rządowe grożące konsekwencjami bo nie zarejestrowali się na settled status.

 

Hasło wyborcze brzmiało „Brexit jest załatwiony”.

I mimo przyrzeczeń ministra, a potem premiera, Johnsona, że losy obywateli unijnych nie zmienią się w wyniku tego trzęsienia ziemi jakim było zerwanie z Europą, rząd nie przejmuje się losem obywateli unijnych i ich rodzin, których fala emocji narodowych zmiotła z ich zrównoważonego ustalonego trybu życia i wyrzuciła na skalisty brzeg nowych barier, nowych przepisów i nowych upokorzeń.

Obowiązek spada na nasze polskie organizacje aby ich obronić.

 

 

 

 

 

Wiktor Moszczyński - felieton ukazał się również w londyńskim Tygodniu Polskim 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu WielkaBrytaniaOnline.co.uk , który jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe